Znajomi na bezdrożach Wietnamu
Friday, April 18th, 2008Jako podkład muzyczny trzeba sobie zanucić Walkirię :))
Jako podkład muzyczny trzeba sobie zanucić Walkirię :))
Alternative 1 - the good one
Alternative 2 - the funny one
Alternative 3 - the best one - very good and very funny!
Chungking Express, another masterpiece from Wong Kar-Wai. Again, about Hongkong and again, about love.
The movie plot concentrates on two stories of two policemen. Two romance stories, two ways of seeking the other half and just the one love.
Cop 223
“Every day we brush past so many other people. People we may never meet… or people who may become close friends. I’m a cop, No. 223 . My name’s He Qi-Wu . ”
Qi- Wu - (Takeshi Kaneshiro) suffers from a parting with an ex-girlfriend that happened on 1st of May. This is also his birthday date. He decides to deal with his pain by making this date magic and give the love another chance namely putting the 1 st of May as a deadline, sort of “expiry ” love date. If until the 1 st of May, the girl won’t come back, then the love is definitively finished. In the meantime he buys tons of pineapple cans, which expiry date is obviously ‘94/05/01.
“One goes another comes” - At the last night of April, he meets a drug dealer, a killer in a bar - who is a woman with a blond wig and who will bring little happiness to his life next day.
The end of something is also the beginning of something new. The mysterious woman is the only one who will send a him birthday wish on the 1 st of May…
Cop 663
“There’s one stewardess you long to seduce. This time last year, at 25,000 feet… I actually seduced one. I thought we’d stay together for the long haul. Flying like a jumbo jet on a full tank. But we changed course. ” Like the first one, cop 663 ( Tony Leung Chiu-Wai ) broke up with his flight attendant girlfriend and he is at a well hidden low ebb. Everyday he orders chief’s salad at the local fastfood stand. This custom is broken by a new employee, who advices him to take fish and chips instead.
The girl, Faye ( Faye Wong ) who secretlly falls in love with him is a great fan of California Dreamin’ ( The Mamas and the Papas ) and Dreams ( The Cranberries) and always dreamed to go California to see how it is like “if the other California, was warm and sunny” . She decides to bring a fresh air into his life by breaking into his apartment during his on-duty hours and makes some little changes in the decoration…
Romance in the city. City in the romance.
Once again Wong Kar-Wai pays tribute to the city of his passion. To the city that never sleeps. Here, unlike in the ” In the mood for love” Hongkong is presented as a collage of fast motion sounds, colours, diffrent faces of races, even smells which creeps out through each freeze-frames, that makes the audience a part of the story , that makes each of us accompany side by side with main characters.
Here, Hongkong is vivid, is beautiful, charming, almost like a painter’s splash on a still surface.
The camera is set like music video clip, captures a whole impression than details which are often melt into the crowd but this benefits to a reception of Hongkong’s sense. Wong Kar-Wai is a guide who skilfully shows tourists-viewers around the city, passing through narrow side streets , busy corners , bright neons, stalls groaning with food.
This all seems like a city caught in a storm by shots of a camera. Maybe Hongkong can’t be seen as details but as an exited experience where everything is mixed, blurred and where you have to feel and see to not look at. It must be like a whirlwind pass.
Love is in the air carried by the sounds of California Dreamin’ and Dreams
There is a diffrent nostalgia than in the ITMFL. This is the feeling of loneliness in the big city, where everybody is close at the distance caused by a high density but keep their internal distance.
Kar-Wai shows the isolation in a crowd, a vast of city fun, joyfull attractions that lures thrill seekers. But next to this there are ordinary people looking for a an ordinary love. Nothing more, but when it comes to the reality it is not simple anymore.
Next question is where to find the love. It seems that love is everywhere, but not in everything. Things are not like they seems to be. Look around yourself, be more open on the things surrounds you, on the people who are passing you, smile on Fortune, because then maybe the Fortune will smile back on you. Sounds really hackneyed, but in most of platitudes there is a grain of truth.
Here are some quotes from the movie. These are one of my favourites:
Cop 223
Jogging is something private. Not something you do with an audience.
——
We’re all unlucky in love sometimes. When I am, I go jogging. The body loses water when you jog… so you have none left for tears.
——
Somehow everything comes with an expiry date. Swordfish expires. Meat sauce expires. Is there anything in the world which doesn’t?
——
If memories could be canned… would they also have expiry dates? If so, I hope they last for centuries.
Cop 223 : I can feel that you’re lonely.
Woman : Really?
Cop 223 : Yes. Why would a woman be wearing shades this late? Either she’s blind… or she’s a poseur… or she doesn’t want people to see she’s been crying.
——
Cop 663
Faye: Nothing for your girlfriend?
Cop 663 : She’s gone.
Faye : Why?
Cop 663 : To try something else. She said.
Faye : I guess she’s right. Plenty of choice in men. Just like food.
——
( Talking alone) Did I leave the tap running… or is the apartment getting more tearful? I always thought it would cope okay. Didn’t expect it to cry so much. When people cry they can dry their eyes with tissues. But when an apartment cries… it takes a lot to mop it up.
——
( Talking alone) She may have gone but life goes on. You must stop indulging yourself.
You’re a real disappointment to me. You’ve changed so much. You can’t just switch personality like this. Her walking out is no excuse. Pull yourself together.
@@@
Jest taki film, którego oglądanie w moim przypadku nie prowadzi do znudzenia. Co prawda, nie zamierzam trafić do Księgi Guinessa, ani stawać w szranki z innymi zapalonymi record-breakers’ami, ale osobiście jest to dla mnie mały rekord - duża satysfakcja i wielka przyjemność z oglądania filmu.
Bezsprzecznie należy do mojej listy Top Ten, zaś jeden z tych filmów Wielki Błękit - The Big Blue zostało już wcześniej przeze mnie opisane ( http://www.paucisverbis.com/6)
Mowa o filmie “In The Mood For Love” ( ITMFL ) czyli “Spragnieni Miłośći”- Wong Kar Wai’a - oglądane już 9 razy - podziw to wielokrotność 9 i tyleż samo niesamowitego wrażenia co wzruszeń.
Film, który miał być w zasadzie pokazywany na “odchodne” w ostatni dzień Festiwalu w Cannes 2000 - coś w rodzaju ładnej maskotki na zwykły “deser”, stał się absolutną sensacją, zdobywając zresztą Złotą Palmę.
Porażał swoją “zwyczajną-ponadprzeciętną - innowacyjnością” w opowiadaniu zwykłej mogłoby rzec historii, tak trywialnej jak zeszłoroczny śnieg. 2 młode małżeństwa wynajmują mieszkanie obok siebie. Wszyscy są piękni, modni i wydaje się, że jak na owe czasy (nostalgiczny Hong Kong w 1962 roku ) pracują w ciekawych zawodach i firmach. Los chciał, że pan i pani z sąsiedztwa zakochują się w sobie , ale to nie oni są bohaterami. Ludzi, których ten film dotyczy, to zdradzony Mąż i zdradzona Żona, którzy w chwili , gdy dowiadują się o zdradzie, pogrążeni się w swoich smutkach, odnajdują w drugiej osobie wsparcie i powoli odkrywając w niej bratnią duszę, stają się wobec siebie coraz bliscy , tak blisko, że zostają “kochankami-niekochankami”. Najpierw broniąc się przed swoimi uczuciami za kotarą “próby rozwikłania” tego, w jaki sposób ich małżonkowie mogli doprowadzić do zdrady, a potem zbliżają się do siebie, tak, że wszystko staje się nieistotne, bo liczą się tylko Oni .
I odpowiedź na nurtujące ich pytanie staje się banalne - tak jak oni - z czasem, powoli, przy sprzyjających okolicznościach ich małżonkowie przestali być tylko sąsiadami. Tak po prostu…..tylko tyle i aż tyle.
Dylemat moralny….
Czy zdrada współmałżonka uprawnia Cię do takiego samego “zachowania”? Odpowiedź brzmi nie. Ale jeśli to się stało przypadkiem, w sytuacji gdy jesteś “ofiarą” swojego zdradzającego współmałżonka , gdy twoje małżeństwo/związek praktycznie już nie istnieje i to nie z Twojego powodu…To czy jest to zdrada czy nie ? Co to jest ? Jak to określić? Mała zdrada? Wynagrodzenie ze strony losu za poniesione szkody moralne? Czy jeśli ktoś inny cię zdradza to jest to zdrada, ale gdy tobie przytrafia się samorzutnie to nie jest już zdradą? Może to po prostu samo życie i nic innego?
Czy chcąc zachować się honorowo, by ” Nie być tacy jak oni” zrezygnujesz, z jak się okazuje prawdziwej miłości, składając tym samym ofiarę ze swej miłości ? Czy takie poświęcenie nie jest zbyt wielkie? Czy tak złożona ofiara nie jest w zasadzie… moralnym egoizmem ? Bo unieszczęśliwiasz w ten sposób i siebie i drugą osobę w imię pewnych, z góry założonych wartości i oczekiwań , podyktowanych przez gorset społeczny, które mówi ci co wolno a czego nie, lecz które nie jest adekwatne do tego co ludzkie, do tego, co ty tak naprawdę czujesz, wobec którego jesteś bezsilny ?
Wszak ”Nie pozwól, aby twoje zasady moralne odwiodły cię od zrobienia tego, co słuszne.” ( I. Asimov) . Gorset ten, służąc instytucjom w kontroli poprawności zachowań ludzi w danej tradycji - w tej sytuacji chińskiej tradycji konfucjańskiej, dla której zdrada i związki poza małżeńskie są wstydliwym tabu, nie pozwala, a raczej utrudnia bohaterom wyrwanie się ze społecznych norm.
Jednak wydaje się, że to wszystko było w zasięgu Ich ręki, wybór należał do Nich - gdyby tylko chcieli i to pomimo zewnętrznych ograniczeń. Rozwiązaniem, które de facto było stanem zawieszenia była ucieczka i wycofanie się.
Środki artystyczne i aktorzy
Każde ujęcie wspaniale ukazuje swój artyzm i kunszt reżyserski Kar- Wai’a i w moim mniemaniu, nie wolno było inaczej tej historii opowiedzieć. Nasycone kolory w odcieniach ciepłej czerwieni, żółci i brązu to wszystko oddaje atmosferę ni to sielanki, ni to nieśpiesznego rozwoju akcji w tym jakże żywotnym mieście.
Czuć tu starym Hong Kongiem lat 60′tych, smak dekadencji na styku Zachodu i Wschodu, a także niepokojów społecznych ( czas rozruchów spowodowanych podniesieniem cen biletów promów transportowych, strach przed prochińską lewicą w parlamencie, która coraz bardziej otwaracie sprzeciwiała się brytyjskiemu panowaniu, do tego dotkliwa susza i niszczące tajfuny).
W takim oto nastroju, w tle kipiących życiem ulic i zagonionych pracą Chińczyków powoli rozwija się historia naszych bohaterów.
Piękne w filmie są “Qipao” typowe chińskie sukienki, w których główna aktorka przy okazji prezentuje się “jak na wybiegu”.
Co do pary aktorskiej uważam, że to był jak najbardziej trafiony wybór reżysera - dyżurny aktor Hongkong’u czyli Tony Leung wraz z równie utalentowaną aktorką i przyjaciółką po fachu Maggie Cheung dokonali kawał dobrej roboty.
Niby oglądamy ich z zewnątrz, widząc “czyjąś” historię, ale jednocześnie mamy świadomość, że do bólu zwyczajna historia jest tak naprawdę niezwyczajna, bo w gruncie rzeczy może każdego nas dotyczyć. Dlatego w moim mniemaniu film uderza w głebokie struny i tak wzrusza. (Tym bardziej wzrusza tych, którzy byli w tych miejscach w których rozgrywała się akcja - Hong Kong, Singapur i wreszcie nostalgiczny koniec w Kambodży wśród świątyń Angkor-Watu…)
Muzyka
Bez muzyki nie ma filmu. Ten film to muzyka, ta muzyka należy do tego filmu.
Ścieżka dźwiękowa jest utrzymywana w taktach muzyki hiszpańskiej z kultowym już głosem Nat King Cole’a i jego nieśmiertelnymi “Quizas, quizas, quizas” oraz “Aquellos Ojos Verdes”.
A także niezapomniany Shigeru Umebayashi, który nadaje filmowi uroku komponując klimatyczne utwory , szczególnie polecam ” Yumeji’s theme”.
Znaczącą piosenką, której nie ma w filmie, lecz która stała się inspiracją do nadania filmowi tytułu przez WKW tytułu jest …” In the mood for love ” Bryan’a Ferry’ego. Słuchając ten utwór, ma się wrażenie, że oddaje całkowicie charakter filmu - romantyzm przeplatany ze smutkiem i tęsknotą za czymś pięknym i ulotnym jak miłość - a tak właśnie czuli się bohaterowie.
Pewna osoba powiedziała mi, że gdy po raz pierwszy usłyszała piosenkę, a to było po wielokrotnym obejrzeniu ITMFL miała nieodparte wrażenie, że piosenka zawsze była razem z filmem - jej integralną częścią.
Na temat filmu zawiązała się kiedyś moja dyskusja z kolegą Pawłem ( tu : http://zeranskipawel.blogspot.com/2007/05/in-mood-for-love.html ). Różni ludzie mają różne spojrzenia na film. Chcę żebyście poznali także poglądy innych. Wszak to wszystko to bardzo subiektywna sprawa.
Ten film jest jak wino - im więcej się ogląda tym więcej się przeżywa i widzi .
Ważny jest także czas, dojrzewa się wraz z tym filmem, rozumie się rzeczy, których wcześniej się nie rozumiało i nie dostrzegało.
Ma się także więcej wyrozumiałości dla takich a nie innych Wyborów bohaterów czyli ludzi takich jak My.
Zatem, oglądajcie !
Jestem z pokolenia P1. Polonii 1.
Zaczęło się to 7 marca 1993, kiedy to po raz pierwszy Polonia 1 zaczęła nadawać swój program, a ja miałam wtedy lat 11.
Na owe szalone czasy - czasy raczkującego kapitalizmu, postępującej transformacji, niepokojów politycznych, rodzącej się komercji ( a raczej stacji komercyjnych/kablowych) to była prawdziwa przystań dla takich dzieci jak ja, które mogły zobaczyć coś więcej niż produkcje Walta Disneya i coś więcej niż kreskówki typu Smerfy, Bolek i Lolek.
To był po prostu zupełnie inny świat. Piękny świat japońskiej anime, świat cudownych kresek mangi ożywionej na małym ekranie.
Byłam z Polonią 1 niemalże od samego początku. Czas spędzałam głównie w domu, a ponieważ kanałów za dużo wtedy nie było, więc moim ulubionym zajęciem było przeskakiwanie z kanału na kanał i w ten oto sposób szybko odkryłam nową telewizję.
Można powiedzieć, że rodzice zostali podświadomie i bez swojej wiedzy “uwłaszczeni” przez P1 w kwestiach wychowania dziecka, tracąc niejako częściowo wpływ jego na kształcenie.
Odtąd P1 staje się stałym członkiem rodziny ( codziennie od godz.16.15 otwarcie ramówki nowego dnia ) i wyznacznikiem czasów dzieciństwa, które to później zostanie wspominane jako bodajże najlepszy, najjaśniejszy i najlepiej zapamiętany okres dzieciństwa.
Jeżeli chodzi o pamięć to , z tego co pamiętam jednym z pierwszych anime z pierwszego rzutu był chyba Generał Daimos,Yattaman, Gigi la Trottola, Yattodettaman. Potem był już wysyp innych anime jak z puszki Pandory - Tajemniczy ogród , Rodzina Trappów, Księga dżungli, Wróżka z Krainy Kwiatów, Zorro, Tygrysia Maska, Sally czarodziejka, Bia- czarodziejskie wyzwanie…..
Do dziś pamiętam miły głos Małgorzaty Gudejko zapowiadającej dość ubogi program”dzisiejszego dnia”, który miał zazwyczaj ten sam schemat - najpierw filmy dla dzieci, zazwyczaj po 3 pod rząd, potem jakiś program, a na wieczór telenowele ( najczęściej argentyńskie: Maria, Manuela …) czy seriale ( Macgyver, Drużyna A, Remington Steel, Posterunek przy Hill Street…..).
Moją pierwszą, autentyczną miłością był Generał Daimos, a raczej Kazuya, który to Daimosa oblatywał i pilotował. I te wszystkie wspaniałe roboty o wymyślnych nazwach, które to miały milion trzysta tysięcy funkcji, ale i tak ostatecznie przegrywały z Daimosem. No bo, a jakże, miłość wszystko przezwycięży…. Dziś patrząc na to, nie można uwierzyć jak można czemuś takiemu oddać duszę, ale wtedy z perspektywy dziecka to był cały jego świat. Takie jest zazwyczaj dzieciństwo. Infantylne. Ale jeśli wtedy starsze panie czytywały się w Harlequinie, to dla mnie odpowiednikiem był Daimos.
Z kolei, gdyby trzeba było określić humor Japończyków, to kwintesencją byłby Gigi la Trottola ( czyli Dash! Kappei).
Ten cudowny, spaczony liliput uganiający się za piękną Anną i jej “białymi majteczkami”, walcząc przy okazji z rywalem do ręki Anny w osobie … psa, wpisał się chyba na stale w pamięć wszystkich którzy kiedykolwiek zetknęli się z P1. Te tony niewybrednego żartu, dla niektórych graniczące z poczuciem dobrego smaku zawsze zostawiają szeroki uśmiech na twarzach oglądających, nawet dziś, kiedy jest się bliżej trzydziestki aniżeli dwudziestki.
Mam nadzieję, że ani p.Sowińska ani inne instytucje stojące na straży moralności IV RP nie wezmą się za kontrolę treści tego anime, bo wynik byłby kompletną katastrofą i obciążony długą listą zarzutów : zboczenia, erotyzm, pornografia, zoofilia ( tak, tak nie jeden raz pies
wyobrażał sobie efekt skonsumowania swojego związku z Anną, czego efektem były małe …. nie-wiadomo-co o cechach ludzkich i pieskich) .
(jeden z bardziej śmiesznych odcinków: http://youtube.com/watch?v=1yUg4cG-0XM )
Kto z kolei nie pamięta Tsubasę, czyli Kapitana Jastrząb vel Holly , który jako uczeń podstawówki prowadził swoich przyjaciół z drużyny do zwycięstwa najpierw na osiedlowym boisku, potem w szkole, przez rozgrywki miejskie, aż w końcu po samą arenę międzynarodową mistrzostw świata.
Cała seria miała później swoje sequele, które opisywały jego i innych bohaterów karierę klubową i drogę do mistrzostw świata w 2002 czy 2006 roku. Ale epizod młodego Tsubasy, Wakabayashi czy Kojiro jest według mnie najlepszy. (notabene na Nakamurę z Celtic Glasgow mówię nie inaczej jak tylko Tsubasa ).
To od Polonii 1 zaczął się triumfalny marsz japońskich kreskówek . P1 przetarła szlaki takim późniejszym filmom na innych kanałach jak Czarodziejka z Księżyca ( SailorMoon) , swego czasu absolutny hit na polskim rynku, czy Rycerze Zodiaku ( Saint Seiya). Dzieci, a potem nastolatki, wreszcie dorośli zaczęli się interesować zjawiskiem anime i mangą ogólnie. Czego efektem była zwiększona ilość nadawanych filmów “z Japonii” w polskiej telewizji, także magazyny ( nieistniejący już niestety Kawaii ), czy wreszcie Manggha czyli Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej w Krakowie, którego fundatorami są Andrzej Wajda i Krystyna Zachwatowicz ( http://www.manggha.krakow.pl/)
Można więc śmiało powiedzieć, iż dzięki P 1 anime/manga weszła na “salony”. O ile kiedyś była offstreamem, ograniczona wąską grupą odbiorców o wąskim przedziale wiekowym, o tyle teraz stanowi już mainstream i wpisała się na stale w polską kulturę popularną/ komercyjną/ artystyczną.
Dzisiaj zainteresowanie anime/mangą w porównaniu do początku lat 90- tych już nieco zelżało i przybrało bardziej zinstytucjonalizowane tudzież sformalizowane formy w postaci spotkań, kółek, wystaw, ponieważ jest teraz po prostu czymś tak oczywistym, zwykłym i swojskim, a nie osobliwością jak kiedyś. W zasadzie każdy przysłowiowy “Kowalski” o tym słyszał, widział, oglądał i wie mniej więcej czym to się je. Manga i jej pochodne anime stały się w ten sposób tym, czym zawsze były w Japonii, elementem kultury masowej a nie elitarnej.
Potem wraz z rozwojem doskonalszych technik animacyjnych, z rozwojem internetu i ogólnie zmiany całej filozofii funkcjonowania postzimnowojennego świata, w samej Japonii nastąpił rozwój anime w kierunku neo s-f, zwanego cyberpunkiem czy nawet też postcyberpunkiem, czego produktami są do dziś kultowe Gundam Wing (choć sama manga pojawiła się już w 1979), Evangelion czy wreszcie Ghost in the Shell - który stał się inspiracją dla Matrixu Wachowskich.
Dla kogoś kto się wychował i dorastał na kreskówkach z Polonii 1 pozostał niesłychanie silny sentyment, a te wszystkie filmy, które pojawiły się później to już zupełnie inna bajka ….(a raczej inne anime).
Jeden z komentarzy znalezione na Youtube :
“Pobeczałem się… Wspomnienia siekły mnie jak szklanica wódy o poranku.”
Chyba nie tylko on jeden się tak poczuł.
For English about P 1
http://en.wikipedia.org/wiki/Polonia_1
Oficjalna strona P1
http://www.polonia1.com.pl/
Nieoficjalna strona ( lepsza) P1
http://www.polonia1.up.pl/
When I was a 10-year-old kid I was watching “Star Wars” as a nice story with flying machine, strange and funny creatures, great heroes and beautiful princess and where a struggle between good and evil always ended with a victory of all good people.
But when I am 20 + year-old I don’t see much from what I did when I was small.
Instead of cosmic story there is just a “work”, “duties” which either heroes or villains have to carry out.
In place of a hero you just find a person who have a strong character and a mission to fulfil.
You see much from the kind of person they are, not who they are .
For instance, Anakin, who used to be not only a good and brave Skywalker sword-man, but above all, someone who went through what we call “humanity” as he has experienced weakness, but finally, found himself and rose from the “darkness”.
Seeing the movie from this angle, “Star Wars” becomes then a story of our everyday’s life.
Each of us have to face difficulties and we try to find way out.
Sometimes we are failing and falling, we reach moments of weakness and depression, but if there is something to make our life sense is to rising up and learn from what you had experienced and also…
……You think of setting and achieving your life goals
Thanks your hard working, sharp training and self study
You have choices to make and take responsibilty for your decision
You learn to not give up
You raise your motivation and confidence
And finally you find that the worst enemy is You and is there inside.
May the force be with you!
@@@
Did you know…..?
….that there is an Obi-Wan Kenobi Street named far far away in Grabowiec ( near Torun - the hometown of famous…. astronomer(!), Copernicus ) - in western Poland , since 2005 .
In honour of the Saga, Grabowiec’s councillor Leszek Budkiewicz, who is himself a great fan of “Star Wars” came up with this unprecedented idea and convinced other councillors to follow his idea.
I think Obi-Wan Kenobi is more than delighted.
So far, I haven’t heard about other “Star Wars” street names, so this one in Poland is probably the only one in the world.
One of those movies you must see before you die
Great story, Great actors - Great movie
Dreams and Passion - free divers who want to break unbreakable, reaching their destination in the deep blue sea.
Achieve what seems to be impossible and yet Jacques, first in man’s history to descend to 100 meters with no air reservoirs.
Self - fulfilment - To do what is right , not out of a sense of obligation, living according to their conscience, in harmony with the Nature.
Friendship - Jacques and Enzo, two best friends, two great rivals, two brave pioneers.
Since childhood until adulthood , side by side, together in the water and on the ground.
Freedom - leaving everything behind in quest for meaning of life, death and themselves.
Searching for dolphins and sirens.
Love - As She loved him beyond everything, gave him freedom, space and choice, but was abandoned and left with unborn child.
Unconditional love is one of the most precious thing what a Woman can give to a Man.
“Never let your sense of moral prevent you from doing what is right” - Salvor Hardin in Isaac Asimov’s Foundation