Pokolenie P1 P1 Generation
Jestem z pokolenia P1. Polonii 1.
Zaczęło się to 7 marca 1993, kiedy to po raz pierwszy Polonia 1 zaczęła nadawać swój program, a ja miałam wtedy lat 11.
Na owe szalone czasy - czasy raczkującego kapitalizmu, postępującej transformacji, niepokojów politycznych, rodzącej się komercji ( a raczej stacji komercyjnych/kablowych) to była prawdziwa przystań dla takich dzieci jak ja, które mogły zobaczyć coś więcej niż produkcje Walta Disneya i coś więcej niż kreskówki typu Smerfy, Bolek i Lolek.
To był po prostu zupełnie inny świat. Piękny świat japońskiej anime, świat cudownych kresek mangi ożywionej na małym ekranie.
Byłam z Polonią 1 niemalże od samego początku. Czas spędzałam głównie w domu, a ponieważ kanałów za dużo wtedy nie było, więc moim ulubionym zajęciem było przeskakiwanie z kanału na kanał i w ten oto sposób szybko odkryłam nową telewizję.
Można powiedzieć, że rodzice zostali podświadomie i bez swojej wiedzy “uwłaszczeni” przez P1 w kwestiach wychowania dziecka, tracąc niejako częściowo wpływ jego na kształcenie.
Odtąd P1 staje się stałym członkiem rodziny ( codziennie od godz.16.15 otwarcie ramówki nowego dnia ) i wyznacznikiem czasów dzieciństwa, które to później zostanie wspominane jako bodajże najlepszy, najjaśniejszy i najlepiej zapamiętany okres dzieciństwa.
Jeżeli chodzi o pamięć to , z tego co pamiętam jednym z pierwszych anime z pierwszego rzutu był chyba Generał Daimos,Yattaman, Gigi la Trottola, Yattodettaman. Potem był już wysyp innych anime jak z puszki Pandory - Tajemniczy ogród , Rodzina Trappów, Księga dżungli, Wróżka z Krainy Kwiatów, Zorro, Tygrysia Maska, Sally czarodziejka, Bia- czarodziejskie wyzwanie…..
Do dziś pamiętam miły głos Małgorzaty Gudejko zapowiadającej dość ubogi program”dzisiejszego dnia”, który miał zazwyczaj ten sam schemat - najpierw filmy dla dzieci, zazwyczaj po 3 pod rząd, potem jakiś program, a na wieczór telenowele ( najczęściej argentyńskie: Maria, Manuela …) czy seriale ( Macgyver, Drużyna A, Remington Steel, Posterunek przy Hill Street…..).
Moją pierwszą, autentyczną miłością był Generał Daimos, a raczej Kazuya, który to Daimosa oblatywał i pilotował. I te wszystkie wspaniałe roboty o wymyślnych nazwach, które to miały milion trzysta tysięcy funkcji, ale i tak ostatecznie przegrywały z Daimosem. No bo, a jakże, miłość wszystko przezwycięży…. Dziś patrząc na to, nie można uwierzyć jak można czemuś takiemu oddać duszę, ale wtedy z perspektywy dziecka to był cały jego świat. Takie jest zazwyczaj dzieciństwo. Infantylne. Ale jeśli wtedy starsze panie czytywały się w Harlequinie, to dla mnie odpowiednikiem był Daimos.
Z kolei, gdyby trzeba było określić humor Japończyków, to kwintesencją byłby Gigi la Trottola ( czyli Dash! Kappei).
Ten cudowny, spaczony liliput uganiający się za piękną Anną i jej “białymi majteczkami”, walcząc przy okazji z rywalem do ręki Anny w osobie … psa, wpisał się chyba na stale w pamięć wszystkich którzy kiedykolwiek zetknęli się z P1. Te tony niewybrednego żartu, dla niektórych graniczące z poczuciem dobrego smaku zawsze zostawiają szeroki uśmiech na twarzach oglądających, nawet dziś, kiedy jest się bliżej trzydziestki aniżeli dwudziestki.
Mam nadzieję, że ani p.Sowińska ani inne instytucje stojące na straży moralności IV RP nie wezmą się za kontrolę treści tego anime, bo wynik byłby kompletną katastrofą i obciążony długą listą zarzutów : zboczenia, erotyzm, pornografia, zoofilia ( tak, tak nie jeden raz pies
wyobrażał sobie efekt skonsumowania swojego związku z Anną, czego efektem były małe …. nie-wiadomo-co o cechach ludzkich i pieskich) .
(jeden z bardziej śmiesznych odcinków: http://youtube.com/watch?v=1yUg4cG-0XM )
Kto z kolei nie pamięta Tsubasę, czyli Kapitana Jastrząb vel Holly , który jako uczeń podstawówki prowadził swoich przyjaciół z drużyny do zwycięstwa najpierw na osiedlowym boisku, potem w szkole, przez rozgrywki miejskie, aż w końcu po samą arenę międzynarodową mistrzostw świata.
Cała seria miała później swoje sequele, które opisywały jego i innych bohaterów karierę klubową i drogę do mistrzostw świata w 2002 czy 2006 roku. Ale epizod młodego Tsubasy, Wakabayashi czy Kojiro jest według mnie najlepszy. (notabene na Nakamurę z Celtic Glasgow mówię nie inaczej jak tylko Tsubasa ).
To od Polonii 1 zaczął się triumfalny marsz japońskich kreskówek . P1 przetarła szlaki takim późniejszym filmom na innych kanałach jak Czarodziejka z Księżyca ( SailorMoon) , swego czasu absolutny hit na polskim rynku, czy Rycerze Zodiaku ( Saint Seiya). Dzieci, a potem nastolatki, wreszcie dorośli zaczęli się interesować zjawiskiem anime i mangą ogólnie. Czego efektem była zwiększona ilość nadawanych filmów “z Japonii” w polskiej telewizji, także magazyny ( nieistniejący już niestety Kawaii ), czy wreszcie Manggha czyli Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej w Krakowie, którego fundatorami są Andrzej Wajda i Krystyna Zachwatowicz ( http://www.manggha.krakow.pl/)
Można więc śmiało powiedzieć, iż dzięki P 1 anime/manga weszła na “salony”. O ile kiedyś była offstreamem, ograniczona wąską grupą odbiorców o wąskim przedziale wiekowym, o tyle teraz stanowi już mainstream i wpisała się na stale w polską kulturę popularną/ komercyjną/ artystyczną.
Dzisiaj zainteresowanie anime/mangą w porównaniu do początku lat 90- tych już nieco zelżało i przybrało bardziej zinstytucjonalizowane tudzież sformalizowane formy w postaci spotkań, kółek, wystaw, ponieważ jest teraz po prostu czymś tak oczywistym, zwykłym i swojskim, a nie osobliwością jak kiedyś. W zasadzie każdy przysłowiowy “Kowalski” o tym słyszał, widział, oglądał i wie mniej więcej czym to się je. Manga i jej pochodne anime stały się w ten sposób tym, czym zawsze były w Japonii, elementem kultury masowej a nie elitarnej.
Potem wraz z rozwojem doskonalszych technik animacyjnych, z rozwojem internetu i ogólnie zmiany całej filozofii funkcjonowania postzimnowojennego świata, w samej Japonii nastąpił rozwój anime w kierunku neo s-f, zwanego cyberpunkiem czy nawet też postcyberpunkiem, czego produktami są do dziś kultowe Gundam Wing (choć sama manga pojawiła się już w 1979), Evangelion czy wreszcie Ghost in the Shell - który stał się inspiracją dla Matrixu Wachowskich.
Dla kogoś kto się wychował i dorastał na kreskówkach z Polonii 1 pozostał niesłychanie silny sentyment, a te wszystkie filmy, które pojawiły się później to już zupełnie inna bajka ….(a raczej inne anime).
Jeden z komentarzy znalezione na Youtube :
“Pobeczałem się… Wspomnienia siekły mnie jak szklanica wódy o poranku.”
Chyba nie tylko on jeden się tak poczuł.
For English about P 1
http://en.wikipedia.org/wiki/Polonia_1
Oficjalna strona P1
http://www.polonia1.com.pl/
Nieoficjalna strona ( lepsza) P1
http://www.polonia1.up.pl/
April 9th, 2008 at 15:46
Na bloga trafiłam przypadkiem-tak po łańcuszku z jednego bloga do drugiego:) I od razu postanowiłam skomentować właśnie ten wpis:) Polonia 1 to też całe moje dzieciństwo (co prawda byłam odrobinę młodsza, kiedy stacja zaczynała swoją działalność). Pamiętam, że oglądałam wszystkie anime tam emitowane, wtedy jeszcze nie za bardzo zdając sobie sprawę, że to właśnie japońskie anime. Potem z koleżankami ze studiów zaczęłyśmy wracać w rozmowach do tamtych czasów, a skończyło się na oglądaniu od nowa tego, co udało się wyszperać w internecie:) Niesamowite uczucie-prawie jak cofnięcie się w czasie do własnego dzieciństwa:)